*Justin's Pov*
Im więcej chodziłem po okolicy tym więcej poznawałem, wszystko było dla mnie dziwne i nienaturalne, czuliście się kiedyś tak jakbyście byli z innego świata? Jakbyście zupełnie nie pasowali do miejsca w którym jesteście? Jeśli tak, to wiecie jak się czuję już od jakiegoś czasu, czuję się, jakby ktoś wyrwał mnie z większości mojego życia i zostawił gdzieś w środku niczego z karteczką "radź sobie dalej sam".
Niby wszystko staje się jaśniejsze i zrozumiałe z każdym dniem, ale...
*None's Pov*
I po miesiącu przebywania Justina na ziemi Bóg zorientował się jak wielki popełnił błąd - przecież on sobie nie poradzi! - więc postanowił szybko działać
-Obudził się! Panie doktorze, pan spojrzy! - krzyczała zdesperowana brunetka przy łóżku szatyna.
-Mhmm, - zamruczał "pan w białym" podchodząc do łóżka - spójrz na mnie chłopcze - szatyn wykonał polecenie - jak się czujesz?
- Wody - wychrypiał z niemałym wysiłkiem szatyn. Niska blond pielęgniarka zaraz wręczyła mu plastikowy kubek i przytrzymała głowę przy piciu.
-Będzie żyć - lekarz uśmiechnął się do brunetki na co ona przewróciła oczami i również się uśmiechnęła.
-Powiedz mi chłopcze, wiesz jaki mamy dziś dzień?
-21 sierpnia.
-A jak się nazywasz?
-Justin.
-Dobrze - mruknął z uznaniem - zostawię was samych - ostatni raz obrzucił salę spojrzeniem i wyszedł, a zaraz za nim pośpiesznie, w towarzystwie klekotania drewniaków o podłogę wyszła pielęgniarka. Milczeli. Chłopak oglądał salę z zainteresowaniem, niemal nie ruszając przy tym głową.
- Synku - dobiegło do jego uszu i dopiero wtedy zarejestrował drobną postać siedzącą na stołku, przyjrzał jej się badawczo. Musiała być co najmniej po męczącej trzydziestce, na to wskazywały lekkie zmarszczki w kącikach oczu, jednak nawet jak na zapłakaną osobę, która prawdopodobnie nie widziała lustra 24 godziny, prezentowała się dobrze.
Teraz wstała i podeszła do łóżka, a chłopak w jednej chwili zniknął w jej objęciach.
- Tak się cieszę, że już jesteś ze mną - wyszlochała.
Szatyn nieco skołowany po chwili odepchnął kobietę od siebie.
- Przepraszam, nie znam pani - spojrzał na nią wzrokiem który mówi, że naprawdę jest mu przykro.
-Jak to? - wyszeptała bo głos zdławił jej szloch - Jestem twoją mamą, Twoją mamusią! - kobieta unosiła swój głos coraz bardziej, potrząsając dłonią chłopaka jakby to miało coś zmienić, ale nic nie zmieniło, on tylko pokręcił głową i zamknął oczy, a do jego uszu dobiegł dźwięk, niczym nie powstrzymywanego płaczu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz